Święta Bożego Narodzenia to czas
szczególny. Generalnie lubię tę świąteczną atmosferę, jednak
kilkakrotnie, kiedy przyszło mi spędzać święta będąc w
depresji, był to dla mnie ogromny stres.
Byłam
w takim stanie, że z nikim nie miałam ochoty się spotykać (nawet
z najbliższymi), a co dopiero rozmawiać składając sobie życzenia!
Uważałam że jakoś trzeba się zmusić i przetrwać ten czas.
Teraz sobie myślę, że może mogłam powiedzieć o tym rodzicom i
się tak nie męczyć. Być może by to zrozumieli, chociaż nie
jestem pewna. Wyglądało to tak, że już od października martwiłam
się świętami, tym że przyjdzie tyle osób (w moim rodzinnym domu
na Wigilii jest około 10 – 14 osób) i trzeba będzie sobie
składać życzenia, rozmawiając z każdym z osobna. Istny koszmar!
Co gorsza, każdy życzył czegoś dobrego, a jeśli ktoś z Was był
kiedykolwiek w depresji, pewnie doskonale wie, jak takie dobre
życzenie są irytujące. Przecież człowiek w depresji doskonale
wie, że NIGDY NIC NIE BĘDZIE DOBRZE, oczywiście to tylko choroba.
Ciężka choroba. Bardzo trudno, ba! to chyba wręcz niemożliwe,
żeby będąc w depresji znaleźć w sobie odrobinę nadziei i
wierzyć w to, że życzenia są szczere, chociaż mi to wszystko
przypominało wielką kpinę.
Drugie
wyzwanie świąt po składaniu życzeń to przymusowe bycie
uśmiechniętym, bo przecież są święta, rodzina jest w komplecie,
są prezenty, jest tyle powodów do radości! Tylko radość jest
całkowicie niedostępna dla chorej osoby. U mnie to potęgowało
uczucie odrzucenia (mimo, że nikt nie miał takich intencji).
Czułam, że absolutnie nie pasuję do otoczenia, a moja smutna mina
wszystko psuje, więc najlepiej, jak zniknę.
Te
aspekty (spotkanie w gronie całej rodziny, składanie życzeń i
udawanie bycia w "dobrym nastroju" ) to były dla mnie
najgorsze elementy świąt. Dodatkowo nie umiałam się cieszyć ż
żadnych prezentów, ba! one mnie nawet złościły, bo po co mi
jakikolwiek prezent skoro lada dzień umrę (tak wtedy myślałam)?
Do tego jeszcze dochodziły podstawowe wyzwania codzienności, czyli
umyć głowę, ładnie się ubrać, pomalować. W chorobie to
wszystko jest BARDZO TRUDNE.
Patrząc
na to z perspektywy czasu jest mi żal samej siebie, że tak się
męczyłam, że nie miałam odwagi nikomu powiedzieć, że w tym roku
nie mam siły na święta, bo to zbyt trudne. Piszę o tym z dwóch
względów. Po pierwsze, jeśli jesteś akurat w depresji i
zastanawiasz się, jak przetrwasz święta to zachęcam, abyś
znalazł w sobie siłę i odwagę, aby komuś o tym dyskomforcie
powiedzieć. Może uda się święta zorganizować w taki sposób,
aby zminimalizować Twój stres i cierpienie. Święta to czas
radości, a już na pewno nie powinny potęgować smutku i stwarzać
kolejnych okazji do płaczu. Być może w Twoim otoczeniu jest ktoś,
kto obecnie zmaga się z depresją, jeśli masz już świadomość
moich problemów z celebrowaniem świąt w tym stanie, porozmawiaj i
spytaj, czy któryś z nich dotyczy tej osoby. Myślę, że mi coś
takiego by pomogło. Być może dałoby mi to odwagę do odpuszczenia
sobie na święta i niestarania się za wszelką cenę stwarzać
pozorów normalności. Choroba to nie normalność, to sytuacja
nadzwyczajna, która wymaga specjalnego traktowania. Warto o tym
pamiętać i być wyrozumiałym zarówno dla siebie, jak i dla
innych.
Być
może sam masz doświadczenia spędzania świąt będąc w depresji,
jeśli masz swoje sposoby, jak sobie poradzić w tym trudnym okresie,
podziel się nimi w komentarzu. Jestem pewna, że mogą się komuś
przydać.
Cześć, co prawda nie mam depresji ale man wokół siebie takie osoby i jest to bardzo cenne spojrzenie - móc wczuć się w osobę chorą.
OdpowiedzUsuńMoże my, osoby zdrowe też mamy za mało kontaktu z naszymi "smutnymi" emocjami? Nie wiem jak reszta ale ja też często staram się bardziej zadowolić innych niż siebie, również na poziomie emocjonalnym.
Może lepiej by było żeby święta były trochę bardziej smutne, poważne, a bardziej szczere? Z drugiej strony może to jest taka "utopia szczerości", żeby na takim zbiorowym zjeździe rodzinnym nagle wszyscy byli wobec siebie super szczerzy i otwarci wobec swoich smutków.