poniedziałek, 14 stycznia 2019

Asystent zdrowienia - kto to taki?



Ekspert przez doświadczenie, instruktor lub asystent zdrowienia – to nowe osoby, które niedawno pojawiły się w pilotażowych Centrach Zdrowia Psychicznego. Co kryje się pod tymi pojęciami? Zapraszam do przeczytania rozmowy z Barbarą Papaj – asystentką zdrowienia w Środowiskowym Centrum Zdrowia Psychicznego w Wieliczce.

Basiu, jesteś osobą z doświadczeniem kryzysu psychicznego. Od kilku miesięcy pracujesz jako asystent zdrowienia. Jak do tego doszło?

Wzięłam udział w projekcie „Nowy zawód: Ekspert przez Doświadczenie („EX-IN”)” organizowanym przez Fundację Wspierania Rozwoju Społecznego Leonardo, a o samym szkoleniu dowiedziałam się w Zespole Leczenia Środowiskowego w Centrum Psychiatrii w Katowicach.

Jak wyglądało szkolenie i czym było dla Ciebie to doświadczenie?

Szkolenie składało się z 12 modułów trzydniowych spotkań (piątek, sobota, niedziela). Każdy moduł miał swój temat. W czasie warsztatów pracowaliśmy nad wiedzą „MY”, czyli taką, która powstaje z sumy doświadczeń grupy. Była to dla mnie pierwsza okazja do uczestniczenia w grupie osób po kryzysie psychicznym. Dzięki temu doświadczeniu nagle pootwierały mi się nowe szufladki w głowie. Mogłam poznać siebie z innej perspektywy. Było to tak niesamowite doświadczenie, że trudno mi je nawet opisać słowami. Mogłam poznać innych ludzi i historię ich kryzysów, mogłam oswoić się ze swoją chorobą. Nauczyłam się, że można o tym mówić.

Na czym polega teraz twoja praca?

Obecnie pracuję w ramach projektu unijnego. Pełnię tam różne role – jako asystent, w zależności od potrzeby, pracuję w Zespole Mobilnym lub Zespole Pierwszego Kontaktu. W ramach tych działań odwiedzam chorych i dzielę się z nimi swoim doświadczeniem kryzysu. Jestem dla nich wsparciem. Obserwuję większą otwartość osób chorych w stosunku do mnie jako asystenta po kryzysie niż w stosunku do lekarza czy psychologa. Dodatkowo biorę udział w spotkaniach Klubu pacjenta czy Domu samopomocy i innych inicjatywach organizowanych przez centrum.

Jakie są zalety tej pracy?

Przede wszystkim mój rozwój. Mam pracę i godne wynagrodzenie. Zespół jest bardzo fajny. Dodatkowo mam elastyczny czas pracy. Uczestniczę w szkoleniach i superwizjach. Jest to bardzo przydatne w pracy zawodowej, ale także w zdrowieniu własnym.

Co jest dla Ciebie największym problemem w tym zawodzie?

W dużej mierze ta praca polega na obnażaniu się. Opowiadasz swoją historię, co jest dla mnie bardzo osobiste.

Czy jesteś zadowolona, że zdecydowałaś się wziąć udział w tym projekcie?

Tak, jestem bardzo zadowolona. Jedyny minus to lokalizacja. Pracuję w Wieliczce, a na stałe mieszkam w Katowicach. Jestem poza domem trzy, cztery dni w tygodniu. Dojazdy są dla mnie uciążliwe i męczące. Mimo tego uważam, że sama idea tego zawodu jest fantastyczna!

Dziękuję Ci za rozmowę.

czwartek, 10 stycznia 2019

Będę egoistką!


Będę egoistką! To dla mnie nie lada wyzwanie. Od zawsze mam z tym problem. Nie chodzi mi tu o nadmierną miłość do samej siebie, tylko o zwykłą miłość i szacunek, które mi się należą. Które są konieczne do zdrowego i samodzielnego funkcjonowania. Jedno z podstawowych przykazań chrześcijańskich (podwalin kultury europejskiej) mówi „Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego”, a więc zakłada, że każdy człowiek zasługuje na miłość. Ty sam też!

Zdrowy egoizm to trudna postawa, przynajmniej dla mnie. Zawsze byłam wychowywana tak, że przede wszystkim mam myśleć o innych. Chociaż moje rodzeństwo (mam 3 siostry i brata) wychowywało się razem ze mną, nikt z nich nie jest takim altruistą jak ja. Powiem więcej, co najmniej połowa z nich wysoko opanowała sztukę zdrowego egoizmu, może nawet ponad zdrową miarę, i widzę, że za bardzo nie przeszkadza im to w zdrowym dla siebie życiu.

Skąd u mnie takie braki w miłości i szacunku do siebie? Być może z nadwrażliwości na innych i ich sytuację. Chociaż tak naprawdę, żeby móc pomagać innym, najpierw trzeba pomóc sobie.

Mam na to doskonały przykład. Każdy, kto leciał kiedykolwiek samolotem, może kojarzyć, o co mi chodzi. Po zajęciu miejsc na pokładzie stewardesy robią krótkie przeszkolenia z zasad bezpieczeństwa. Jedna z nich dotyczy kolejności zakładania masek tlenowych. Jeśli jesteś dorosły i pod Twoją opieką podróżuje dziecko, koniecznie najpierw zakładasz maskę tlenową sobie, a dopiero później dziecku. Dlaczego tak jest? Otóż, jeśli sam się w porę nie zabezpieczysz, szybko możesz stracić przytomność. Wtedy nie uda Ci się już nikomu pomóc, dlatego tak ważne jest zachowanie tej zasady. Mimo iż wiem o tym od lat, jestem opornym uczniem zdrowego egoizmu.

Dopiero od roku uczę się, że zanim zacznę pomagać innym, muszę zaspokoić wszystkie swoje podstawowe potrzeby. Że moje zdrowie jest ważniejsze niż wygoda innych. Że moim obowiązkiem jest wyspać się i zjeść zdrowe śniadanie, a nie od razu pędzić i ratować świat. To niby takie proste, ale wiem, że dla wielu osób jest to wyzwanie. Nie znam żadnych sprytnych sztuczek, jak wdrożyć w swoje życie zdrowy egoizm, ale myślę, że przypominanie sobie lotniczych procedur bezpieczeństwa może pomóc. Przynajmniej dla mnie jest. A jak jest z Waszym zdrowy egoizmem? Pamiętacie o sobie, dbacie o siebie samych, czy najpierw troszczycie się o innych? Podzielcie się swoimi historiami w komentarzach!

poniedziałek, 7 stycznia 2019

O nadziei

Od kilku dni mamy nowy rok. Początek, który jest dla mnie symbolem nadziei. I o nadziei chciałabym napisać. W tym roku jestem szczęśliwa, bo mam do niej dostęp. Nie chodzi mi tutaj o huraoptymizm, tylko o zdrowe podejście do rzeczywistości, które pozwala ją widzieć taką, jaka jest.

Przez lata nie miałam żadnej nadziei na lepsze jutro. Byłam w złym stanie zdrowia, mało wiedziałam o swojej chorobie i jej leczeniu, a kolejne epizody mocno dawały mi w kość. Wielokrotnie od lekarzy słyszałam, że mam chorobę przewleką (CHAD), rokowania są niepewne i w każdej chwili mogę wrócić do szpitala. Jeśli w ogóle myślę o jakiejkolwiek pracy, to jedynie jako osoba niepełnosprawna, może jakiś zakład pracy chronionej. Mało obiecująca perspektywa dla mnie jako młodego człowieka.

Któregoś dnia nastąpił przełom, mój stan od dłuższego czasu był już stabilny. Podczas jednej z wizyt u psychiatry lekarka poleciła mi książkę „Niepotrzebna jak róża. O potrzebie normalności w chorobie psychicznej”. Pisałam już o tej pozycji w tekście Książki, które leczą. Dla przypomnienia podam, że jest to praca Arnhild Lauveng – norweskiej terapeutyki, która 10 lat swojego życia spędziła w szpitalach psychiatrycznych i innych zamkniętych ośrodkach dla osób psychicznie chorych. Cierpiała na schizofrenię. Ta książka dała mi nadzieję. Nadzieję na normalność.

Nadal za bardzo w siebie nie wierzyłam, ale wiedziałam, że chcę żyć, a nie wegetować. Znałam już swoje ograniczenia. Wiedziałam, że nie wrócę do pracy w produkcji filmowej (dzień zdjęciowy ma 12h, to już nie na moje zdrowie), ale kilka godzin dziennie mogę pracować. I tutaj przyszło olśnienie. Uczęszczałam na zajęcia do klubu fitness. Po jednym z treningów zapytałam instruktorkę, jak wygląda to od drugiej strony. Ile pracuje, jak zdobyła uprawnienia i czy jest to bardzo trudne. Był luty, może marzec.

W kwietniu zgłosiłam się na AWF w Katowicach i dzięki opatrzności losu (lub działaniu Boga) w maju rozpoczynał się kurs dla instruktorów fitness. Na początku nie było łatwo, mimo iż wcześniej regularnie chodziłam na zajęcia do klubu. Z czasem było coraz lepiej. Okazało się, że podstawa to praca z muzyką i odpowiednia technika wykonywania ćwiczeń, czyli wszystkiego można się nauczyć. Trwało to ponad pół roku, ale udało się. Zdałam egzamin, otrzymałam legitymację instruktora fitness. Moje ciało nie było idealne, nadal nie jest! Jednak nie jest to przeszkoda w prowadzeniu zajęć. Klienci cenią sobie przede wszystkim odpowiednie podejście i fachowe wskazówki. I tak rok temu poprowadziłam moje pierwsze zajęcia. Nareszcie mogłam iść do pracy, która dawała mi satysfakcję i zapewniała kontakt z innymi ludźmi.

Dlaczego opisuję tu moją fitnessową historię? Dlatego, że jest historią o tym, co nadzieja zmieniła w moim życiu. Był to proces kilkuetapowy. Bez książki, którą wskazała mi lekarka, nie znalazłabym nadziei. Bez własnego zamiłowania do fitnessu nie wpadałabym na pomysł, żeby zająć się tym zawodowo. Bez własnej determinacji, nie ukończyłabym kursu. Jednak udało się! Udało się dzięki nadziei, nadziei, do której przez lata nie miałam dostępu. Dzielę się tą historią, bo chcę być dla Was inspiracją. Inspiracją do zmiany. Znakiem, że warto mieć nadzieję. Teraz mam nadzieję i umiem z niej korzystać każdego dnia, czego i Wam życzę.



czwartek, 3 stycznia 2019

Noworoczne postanowienia i plany




Generalnie lubię mieć plany. Pomaga mi to ogarniać rzeczywistość. Jakiś czas temu pisałam o planie na zdrowie (link), a teraz – jak wiele innych osób – zabiorę głos w dyskusji o noworocznych postanowieniach.

Plan na życie, plan na siebie, plan na nowy rok – to bardzo dobre podejście. Pozwala w pewien sposób kształtować i porządkować środowisko, w którym się funkcjonuje. Nie jestem natomiast fanką styczniowych rewolucji, które w magiczny sposób mają zmienić rzeczywistość. Nie chcę siać tutaj defetyzmu, a raczej oszczędzić sobie i innym rozczarowań. Od kilku lat nie mam noworocznych postanowień i bardzo dobrze z tym funkcjonuję. Mam pewne plany, które chcę wdrożyć z początkiem roku (absolutnie nie 01.01 to wbrew pozorom kiepski termin na start, ale o tym dalej).

Jakie to pomysły i jak zamierzam je realizować? Po pierwsze w konstruowaniu tych zamierzeń wykorzystałam koncepcję S.M.A.R.T. Jest to zasada wspomagająca formułowanie celów w taki sposób, aby osiągnięcie ich było bardziej prawdopodobne. Każdy cel powinien charakteryzować się pięcioma cechami, których pierwsze litery w języku angielskim tworzą słowo SMART czyli „rozsądny, sprytny”:

1.      (Specyfic) Specyficzny

2.      (Measurale) Mierzalny

3.      (Achiavable) Osiągalny

4.      (Realistic) Realistyczny

5.      (Time oriented) Terminowy

Dla uporządkowania krótko opiszę poszczególne cechy. Specyficzny, czyli charakterystyczny i konkretnie zdefiniowany dla danej osoby (lub grupy). Mierzalny, a więc taki, który w łatwy i jednoznaczny sposób możemy zmierzyć. Osiągalny, czyli będący w zasięgu naszych możliwości. Realistyczny to taki, który uwzględnia zewnętrzne ograniczenia. Terminowy to osadzony w kontekście czasowym. O ile pierwsze cztery kryteria są jasne i – moim zdaniem – nie wymagają dłuższego komentarza, to ostatnie zagadnienie omówię trochę szerzej. Nowy cel ma często za zadanie zmienić nas, nasze przyzwyczajenia, postawy, zachowanie. Horyzont czasowy jest tutaj niezwykle ważny. Aby nowa czynność była trwałą zmianą, należy zrobić z niej nawyk. Nawyk to nasz druga natura. Z literatury i moich własnych doświadczeń wynika, że potrzeba minimum 10 tygodni, aby wyuczyć się nowego nawyku! Pokazuje to, że większość postanowień, których horyzont realizacji jest krótszy, sami już w momencie planowania skazujemy na niepowodzenie!

Jak wyglądają moje plany? Jest ich wyjątkowo mało, bo przygotowałam sobie tylko dwa zadania:

1.    Wyeliminuję pokarmy mięsne z diety

2.    Wprowadzę regularny cotygodniowy trening siłowo-interwałowy

Sprawdźmy teraz czy cele te są zgodne z powyżej omawianą koncepcją. Wyzwanie pierwsze jest specyficzne i konkretne (nie będę jeść mięsa). Łatwo to zmierzyć (są tylko dwa wyjścia: jem lub nie jem). Jest dla mnie osiągalny, gdyż już teraz mięso nie jest istotnym składnikiem mojej diety, a więc jego całkowita eliminacja nie powinna być zbyt odczuwalna. Realistyczny – jak najbardziej. Istotne zagrożenie wynikające z tego przedsięwzięcia to zwiększone ryzyko niedoboru żelaza. Aby temu zapobiec, przygotowałam sobie listę pokarmów roślinnych bogatych w ten pierwiastek i dodatkowo zaplanowałam kontrolne badania krwi. W tym wypadku horyzont czasowy nie jest aż tak istotny, jednak dopiero po 10 tygodniach będę w stanie stwierdzić czy udało mi się trwale zmodyfikować moją dietę, chociaż samo menu mogę zmienić z dnia na dzień. Drugi cel też jest jasno zdefiniowany i łatwo go zmierzyć (dodałam słowa regularny i cotygodniowy). Uważam, że jest osiągalny (mam abonament w klubie fitness) i systematycznie tam uczęszczam. Aby był bardziej realistyczny, zaplanowałam dokładny moment w tygodniu, kiedy będę go wykonywać (wtorek dopołudnia). Systematyczność jest bardzo ważna w aktywności fizycznej, jednak generalnie nie mam z tym problemu, gdyż sama 4 razy w tygodniu prowadzę zajęcia prozdrowotne dla innych i jest to moja praca.

Na koniec poruszę jeszcze temat terminu realizacji noworocznych postanowień. Stanowczo odradzam pierwszy dzień roku. Nowe plany z reguły wymagają dodatkowej aktywności i działania, natomiast tego dnia większość ludzi regeneruje się po sylwestrowej zabawie. Niepowodzenie już na samym początku (ojej zjadłam wczorajszy bigos, a tam było mięso!) może zniechęcić do dalszej pracy nad realizacją celu. Dla własnego komfortu jako datę rozpoczęcia wdrażania opisanych planów przyjęłam pierwszy poniedziałek stycznia. Dzięki temu w poprzedzających ją dniach mogę już mentalnie przygotować się do tych wyzwań. Być może już wcześniej uda mi się coś zacząć, a jeśli nie, to mam jeszcze chwilkę, aby się do tego przygotować.  Zmianę na lepsze trzeba nie tylko dobrze zaplanować, ale także być na nią gotowym. Jeśli jesteś gotowy, w każdej chwili możesz zacząć coś nowego i nie musisz czekać do początku kolejnego roku.





wtorek, 1 stycznia 2019

O wdzięczności

Nowy rok to moment, gdy zdecydowana większość ludzi jest gotowa do działania. Wielu chce zmieniać siebie, ba!, nawet cały świat. Oczywiście na lepsze. Na początku nowego roku nagle siłownie pękają w szwach, do dietetyków i coachów ustawiają się kolejki, rusza wiele kursów. Prawie każdy chce być lepszy, prawie, bo na przykład ja nie chcę być lepsza z dnia na dzień. Nie chcę takiej magicznej zmiany, bo w nią nie wierzę. Jestem głęboko przekonana, że trwałe zmiany są wynikiem pewnego procesu (a nie zmiany daty). Procesu, w którym bardzo ważna jest praca, ale nie tylko praca, bo i wdzięczność. Wdzięczność samemu sobie za wysiłek i wytrwałość. Wdzięczność dla innych za to, że pozwalają mi się rozwijać. Wdzięczność Bogu za to, że mogę żyć.

Z moich obserwacji wynika, iż sfera wdzięczności jest mocno zaniedbana. Nie chodzi tu o to, że nie mówimy sobie „dziękuję” (chociaż często widzę zdziwienie na twarzy kasjerki gdy odchodząc, dziękuję i mówię „do widzenia”). Dopiero teraz, gdy to piszę, widzę, jak mało wdzięczności okazuję swoim bliskim na co dzień. Cieszę się, że umiem już trochę okazywać wdzięczność samej sobie. Że potrafię docenić swoją własną pracę i trud, które pozwalają mi się zmieniać.

W tym wyjątkowym noworocznym dniu myślę o wdzięczności dla wszystkich, których spotkałam w minionym roku. Myślę o wdzięczności za wszystkie wydarzenia, które mnie spotkały (na szczęście ten rok był dla mnie łaskawy). Myślę o wdzięczności za to, że jestem bogatsza o kolejne doświadczenia. Widzę, jak moja życiowa mądrość się rozwija i jestem za to wdzięczna. I cieszę się, że nauczyłam się postawy wdzięczności, bo widzę, jak bardzo jest mi ona pomocna w codziennym życiu. Czasem, gdy mam gorszy nastrój, jest mi źle i wątpię we wszystko co dobre, robię sobie listę wdzięczności, która szybko pokazuje mi, jak wiele mam. Nagle uświadamiam sobie, że – mimo chwilowych niepowodzeń – jestem szczęśliwa.

Zanim weźmiesz do ręki kalendarz i zaczniesz skrupulatnie zapełniać przyszłe dni, pomyśl chwilę o tym, gdzie w swoim życiu obecnie jesteś, i za co sobie i innym możesz być wdzięczny.

Może zamiast postanowień noworocznych przygotuj listę wdzięczności za to, co Cię spotkało w roku minionym. Myślę, że taka lista może świetnie podnieść na duchu w chwili zwątpienia. I jeszcze jedno, w każdej chwili można ją uzupełnić i rozbudować, a nie będzie to skutkowało dodatkowymi obowiązkami, a jedynie większą satysfakcją. Wam też jestem bardzo wdzięczna, że mogę z Wami dzielić się moimi przemyśleniami. Cieszę się, gdy Wy dzielicie się ze mną swoimi komentarzami. Jestem wdzięczna za to, że mam aktywnych czytelników. Dziękuje Wam za to, że jesteście i mam nadzieję, że będziecie ze mną także w nowym roku!

Zmiany, zmiany, zmiany!

 Ponad dwa lata temu, kiedy zaczynałam prowadzić tego bloga nie miałam żadnego pojęcia o stronach internetowych. Wybrałam jedyne narzędzie, ...