poniedziałek, 27 lipca 2020

Aktywne wakacje w Centrum Pstchiatrii w Katowicach

Nadal rehabilituję prawą rękę. Jest o wiele lepiej, ale jak na razie dłuższe pisanie (także komputerowe) jej nie służy. Dlaczego? Gdyż wymusza zgięcie łokcia, który teraz za wszelką cenę staram się wyprostować i jestem pewna, że za jakiś czas mi się to uda! Mam nadzieję, że pół godzinki stukania w klawiaturę za bardzo mi nie zaszkodzi, a odpowiednią gimnastyką uda mi się zniwelować ewentualne negatywne skutki.

Od początku lipca w Katowicach jest realizowany projekt „Ruch to zdrowie – zajęcia fitness i nordic walking dla mieszkańców Katowic i pacjentów Centrum Psychiatrii”. To działanie zostało zorganizowane oddolnie przez samych mieszkańców, a zarazem pacjentów, Centrum Psychiatrii w Katowicach – Szopienicach. Celem tego projektu jest aktywizacja ruchowa osób z doświadczeniem kryzysu psychicznego i umożliwienie tej grupie atrakcyjnego i zdrowego spędzania wolnego czasu. Osoby te – w skutek doświadczonych chorób i częstego braku możliwości pracy zawodowej – są wykluczone ekonomicznie i nie mają środków na tego typu zajęcia dostępne w ofercie komercyjnej. Chcemy także sprzyjać integracji pacjentów z mieszkańcami miasta, zwłaszcza dzielnicy, na terenie której znajduję się Centrum Psychiatrii. Często pacjenci spędzają w szpitalu kilka tygodni lub miesięcy, a w czasie przepustek miejscem ich aktywności jest jego najbliższa okolica.  W ten sposób przeciwdziałamy stygmatyzacji i pokazujemy, że nie trzeba się bać mieszkańców szpitala, którzy są takimi samymi ludźmi jak ci, którzy mieszkają w pobliskich familokach. Wszyscy razem mogą korzystać z tej samej zieleni miejskiej i dobrze razem żyć. Dodatkowo aktywność fizyczna ma działanie antydepresyjne. Jest też odpowiedzią na problem nadwagi i otyłości, który jest plagą XXI wieku, a w jeszcze większym stopniu dotyka osób leczonych farmakologicznie. Liczymy, że projekt ten wpłynie również na podniesienie jakości życia mieszkańców, stworzy przestrzeń do rehabilitacji społecznej, umożliwi nawiązywanie relacji międzyludzkich, będzie przeciwdziałać wykluczeniu społecznemu.

Dzięki przychylności mieszkańców pomysł zyskał wystarczająco duże poparcie, aby otrzymać finansowanie z Budżetu Obywatelskiego miasta Katowice. Dzięki temu pacjenci Centrum Psychiatrii i mieszkańcy Katowic mogą się integrować i jednocześnie dbać o swoje zdrowie fizyczne i psychiczne zarazem.

Ciekawostką jest, że w podobnym czasie (na początku lipca) Rzecznik Praw Pacjenta zwrócił się do Ministra Sportu z prośbą o udzielenie wsparcia dla Szpitali Psychiatrycznych na tworzenie przyszpitalnych terenów rekreacyjnych i sportowych. U nas ta idea pojawiła się już rok wcześniej, ale ze względu na poszukiwanie środków na realizację pomysłu i wybuch epidemii koronawirusa realizacja przesunęła się w czasie.

Cieszy mnie bardzo, że państwo powoli wychodzi w stronę działań, które mają bezpośrednie przełożenie na jakość pobytu w szpitalu psychiatrycznym. Cieszy mnie też fakt, że w tym wypadku katowicki ośrodek stał się prekursorem tej myśli. Dzięki asystentom zdrowienia udało się zrealizować projekt pozwalający na aktywność fizyczną, która jest jedną z najlepszych pozafarmakologicznych form leczenia.

Mam nadzieję, że także w przyszłym roku uda się kontynuować te działania i żadna kontuzja nie przeszkodzi mi w ich prowadzeniu, a obecnie możemy korzystać z pomocy innych instruktorów, którzy spisują się świetnie!

Jeśli chcecie dołączyć do naszych wspólnych spotkań i treningów więcej informacji znajdziecie tutaj https://www.facebook.com/groups/221182908920798

Do zobaczenia!

wtorek, 23 czerwca 2020

Lewa ręka

No to zaczynam. Pierwszy teks pisany lewą ręką. Jest wyzwanie. Długo się zastanawiałam, czy się za to zabierać, ale może raz na dwa tygodnie uda mi się zmobilizować do takiego wysiłku. Zaraz po wypadku myślałam, że ta niedyspozycja to będzie kwestia 10 dni. Teraz mam nadzieję, że za trzy miesiące będę funkcjonować samodzielnie. Na siłownie nie wrócę prędko, ale z tym się pogodziłam. Czeka mnie dużo pracy nad sprawnością prawej ręki. I teraz pojawia się pytanie, czy o zdrowie tej ręki będę dbać, czy walczyć?


Pierwsza myśl, jaka mi przyszła do głowy, to oczywiście walka. Ale z kim ja mam walczyć? Kto jest moim przeciwnikiem? Walka jest agresywna, pełna złości, wypalająca. Nie będę walczyć, będę dbać. Będę robić codziennie delikatną gimnastykę, dbając o krążenie w całym ciele. Będę się masować, ćwiczyć z piłeczkami, a jak przyjdzie czas, chodzić na rehabilitację. Mogę konsultować się z różnymi lekarzami i fizjoterapeutami. Szukać rozwiązań i o siebie dbać. To dużo pracy. Pracy, która wymaga cierpliwości, pokory, staranności, wytrwałości i pogody ducha.


Trudno mi jest zmierzyć się z tą rzeczywistością. Miałam inne plany. Najpierw pokrzyżowała je epidemia, teraz wypadek. Mam nadzieję, że to już koniec przykrych niespodzianek na ten rok, a nawet na następne pięć lat. Po raz kolejny życie pokazuje mi, że moim najważniejszym i podstawowym zadaniem w życiu jest zadbanie o samą siebie. I cieszę się, że po raz kolejny mogę liczyć na najbliższych. Dziękuję. Będę o siebie dbać i Wy też o siebie dbajcie!

wtorek, 2 czerwca 2020

#PoGodność

Dzisiaj bardzo krótko. Zapraszam was do udziału w Wirtualnym Marszu Żółtej Wstążki, wszystkie szczegóły znajdziecie tu.

poniedziałek, 25 maja 2020

Dzień Mamy

Moja mama jest niezwykła. Chyba każde dziecko tak myśli o swojej mamie. W tej relacji dzieckiem jest się zawsze, bez względu na wiek. Owszem, z biegiem czasu ulega ona transformacji, ale mimo wszystko zawsze będę dzieckiem mojej mamy.
Ciekawe jak to jest być mamą? Skąd się czerpie siłę i energię, aby codziennie wstawać o 4 rano i gotować obiad przed wyjściem do pracy? Skąd się bierze pokłady cierpliwości i wyrozumiałości, a przede wszystkim, skąd się bierze wiarę we własne dziecko, że ono sobie samo w życiu poradzi? Bo bez takiej wiary chyba nie sposób wypuścić go ze swojego gniazda? O macierzyństwo jest pytań wiele i nie czuję się kompetentna, aby odpowiadać na jakiekolwiek z nich. Powód jest prosty. Nie jestem matką.
Matka to bardzo ważna osoba w życiu każdego człowieka. Odgrywa ogromną rolę w procesie wychowania i silnie wpływa na psychikę człowieka, także w jego dorosłym życiu.
Pozwolę sobie na trochę prywaty i opowiem o mojej mamie. Moja mama kocha dzieci, dlatego sama ma nas aż pięcioro. Uważam, że to nie lada wyczyn. Zwłaszcza bycie mamą i zarazem kobietą aktywną zawodowo, bo tak przez lata było w tym przypadku. W związku z czym więcej czasu na budowanie relacji z mamą mam od momentu jej przejścia na emeryturę, które miało miejsce już w moim dorosłym życiu.
Nie chce się skarżyć ani narzekać. Uważam (pewnie jak każde dziecko), że moja relacja z mamą jest jedyna i wyjątkowa. Mówię jej chyba prawie o wszystkim, (bo są takie rzeczy, o których nie umiem nawet rozmawiać sama ze sobą, może kiedyś się nauczę) o sukcesach, porażkach, obawach. Lubię z nią spędzać czas, chodzić na spacery, oglądać filmy (raz na pół roku), rysować jej zgadywanki na plecach zupełnie tak samo, jak wtedy, kiedy miałam kilka lat. Nie tylko kocham, ale właśnie lubię moją mamę i z tego jestem zadowolona. Wiem, że wiele osób ma bardzo niepoukładane relacje z rodzicami. Ja mam to szczęście, że moje są w miarę ułożone, chociaż nie zawsze takie były.
Piszę o tym nie po to, aby się chwalić, tylko po to, aby dać innym nadzieję. Nadzieję na dobre relacje. Każdą, nawet zagmatwaną relację z mamą, tatą, czy kimkolwiek innym z rodziny lub spoza, zawsze można odbudować, naprostować, stworzyć na nowo. Jak to się robi? Pisałam o tym tutaj i ten tekst chciałabym Wam dzisiaj przypomnieć.

wtorek, 19 maja 2020

sobota

Chyba każdy ma swój ulubiony dzień tygodnia. Dla mnie to sobota. Dlaczego? Nie zawsze wtedy mam wolne, często odbywają się różne warsztaty lub szkolenia, w których uczestniczę, dokształcam się. Mimo to, ten dzień jest dla mnie jakiś magiczny. Jest dniem odpoczynku po całym tygodniu. I dniem przed niedzielą, która u mnie zazwyczaj ma rodzinny charakter. Sobota, to taki dzień dla siebie, nawet jeśli z całego dnia zostaje mi tylko wieczór. Teraz w dobie koronawirusa porządek tygodnia u wielu osób został zachwiany, u mnie trochę też. Dlatego tym bardziej warto dbać o swoją sobotę, którą równie dobrze można mieć w poniedziałek, wtorek, środę, czwartek, piątek czy niedzielę. Każdy może wybrać taki dzień, który mu najbardziej odpowiada. Fajnie mieć taki czas dla siebie w całym tygodniu.
Przy tej okazji opowiem Wam o mojej ostatniej sobocie, 16 maja 2020. Bo w tych dniach było dla mnie coś nostalgicznego, ten ostatni piątek, ta ostatnia sobota, ta ostatnia niedziela…
Kilka dni spędziłam u rodziny na działce w lesie. Bardzo lubię tam wypoczywać, zawsze kiedy mam chwilę wolnego. Uroki przyrody są bezdyskusyjne, ale towarzystwo ma też duże znaczenie. Nie będę wymieniać wszystkich uczestników tego zbiorowiska, bo już sama nie wiem, co jest obecnie dozwolone, a co zakazane. Uchylę tylko rąbek tajemnicy. Byłam tam ze starszą siostrą.
Mam z nią bliską relację, dzieciństwo spędziłyśmy w jednym pokoju. Mieszkałyśmy razem, chyba do mojego 13 roku życia. Dokładnie już nie pamiętam, ale to szczegóły. W piątki wieczorem słuchałyśmy LP3, czyli Listy Przebojów Programu 3 Polskiego Radia. Była to przygrywka do mojej ulubionej do dzisiaj soboty. Ten program, to radio kształtowały mój gust muzyczny. Sama barwa głosu prowadzących zawsze kojarzyła mi się z domem i dawała mi pewne poczucie bezpieczeństwa.
Nawet w czasie studiów, gdy przez pewien czas mieszkałam za granicą, w piątkowe wieczory za pośrednictwem internetu słuchałam trójki. Taka mała namiastka domu.
I ten miniony piątek mógł się wydawać zwyczajny. Jak w każdy piątek w radiu była lista, a że mogłam jej posłuchać w towarzystwie siostry, trudno byłoby nie skorzystać z okazji do tak mile spędzonego wspólnie czasu. Lista jak lista, nawet nie zwróciłam uwagi na utwór na pierwszym miejscu. Mimo, że to był debiut na liście, nie wzbudziło to dla mnie żadnej sensacji. Kazik nie raz był przebojem tego zestawienia.
No i przyszła sobota. Wielkie poruszenie. Piątkowe notowanie listy zniknęło z interneru. Tak po prostu. Potem dalszy rozwój wydarzeń. Jakieś dziwne oświadczenie dyrektora o pomyłce w głosowaniu? Przez ponad 30 lat nikt się nie mylił, a teraz gdy pojawiła się piosenka o „szeregowym pośle w limuzynie na cmentarzu” to się, kurczę, pomylili? I w niedzielę przyszła ostatnia sjesta Kydryńskiego i tak chyba się skończyło moje ulubione radio... Na szczęście, mimo wszystko, pozostanie moja ulubiona sobota, o którą zawsze sama mogę zadbać, mimo że wydarzenia tego tygodnia przyniosły prawdziwą próbę mojej sobotniej pogody ducha. Bez względu na to wszystko i sobie i Wam życzę, aby Wasza i moja sobota była jak najczęściej.

poniedziałek, 4 maja 2020

Żeby mi się chciało...

Rzadko tak się dzieje, ale czasem kiedy wiem, że będę mieć więcej wolnego czasu, kupuję kolorowe magazyny. Zdarza mi się to może dwa – cztery razy w roku. I tak też było przed tegoroczną majówką. Zaopatrzyłam się w kilka tytułów, które kiedyś czytałam regularnie.
Biorę „Zwierciadło” i tam temat numeru to „Siła wieku” – tekst o ucieczce od kultu młodości. Na marginesie, tym razem dodatek specjalny o medycynie estetycznej i zabiegach odmładzających. Toż to dla mnie jakiś dziwny zbieg okoliczności. Bohaterkami artykułu były trzydziestoparoletnie kobiety, czyli moje rówieśniczki. Jednak trudno było mi się identyfikować z ich lękami przed kolejnymi zmarszczkami i starością. Nie chcę przez to powiedzieć, że nie mam zmarszczek, bo mam. Jedną ogromną na czole jak błyskawica Harry’ego Pottera i kilka innych też by się znalazło. Mam kilka siwych włosów, ale nadal się nie farbuję. Ostatnio pojawiły mi się jakieś przebarwienia pod okiem, ale jak mam iść do dermatologa w czasie epidemii? Myślę, że teleporada by tu nie pomogła. Też się starzeję, jak każdy człowiek. Jednak nie towarzyszy mi jakiś ogromny lęk przed starością. Oczywiście chciałabym jak najdłużej cieszyć się sprawnością, dobrym zdrowiem i energią do życia, ale myślę że żadne zabiegi medycyny estetycznej nie pomogą ani mi, ani nikomu innemu w utrzymaniu młodego ducha.
Tekst ten skłonił mnie ku refleksji, skąd u mnie taka akceptacja dojrzałości, skoro teoretycznie większość ludzi z mojego pokolenia od tego ucieka. Myślę sobie, że moje podejście może mieć kilka źródeł. Po pierwsze od zawsze fascynowali mnie starsi ludzie. Opowiadane przez nich historie, ich doświadczenia, były dla mnie niesamowite, magiczne. Mam nawet taką ponadpokoleniowa przyjaciółkę o której pisałam tutaj. Po drugie na co dzień mam kontakt z seniorami. Czasem mnie zaskakują, nie tylko swoim dystansem do życia, ale też opanowaniem i wytrwałością. Pozytywne nastawienie to u większości z nich standard. Być może jest tak, że faktycznie ta grupa seniorów, z którą mam do czynienia nie jest do końca reprezentatywna dla wszystkich. Niestety, nie dla wszystkich udział w zajęciach fitness jest standardem. Jednak mam prawo przypuszczać, że jeśli utrzymam mój zdrowy styl życia to za 40 lat nadal będę mogła cieszyć się względnym zdrowiem. Jeśli nie zgnuśnieję na kanapie przed telewizorem, tylko nadal będę chodzić na spacery i jeździć na rowerowe wycieczki, to istnieje większa szansa na utrzymanie pogody ducha. Myślę, że takie zabiegi antystarzeniowe są nie tylko mniejszym obciążeniem dla kieszeni, ale ich skuteczność również jest większa. Mają jeden spory ukryty koszt. Jest nim zaangażowanie, motywacja i chęć codziennego dbania o siebie, a wiadomo, że często jest tak, że po prostu człowiekowi się nie chce i pozostaje wtedy tylko modlitwa: „Panie Boże spraw, aby mi się chciało tak, jak mi się nie chce! Amen”.

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Susza

Susza! Nigdy nie przypuszczałam, że będę tu poruszać takie tematy. Jednak problem ten porusza mnie do szpiku kości. Jako dziecko byłam przekonana, że problem suszy dotyczy tylko mieszkańców Afryki. Potem moja wiedza się zmieniła, ale nigdy nie przypuszczałam, że w moim życiu dotknie mnie taka klęska! Kiedy chodziłam do szkoły, w latach 90-tych, to standardem było, że trzy dni w tygodniu był deszcz. Na nikim nie robiło to wrażenia. Teraz, jak spadnie kilka kropli, każdy chodzi jakiś nie w sosie, bo trzeba nosić parasol albo ubrudzą się białe podeszwy w butach! Tak, to prawdziwe, codzienne problemy człowieka XXI wieku!
To, co się dzieje, ma dla mnie podwójne znaczenie. Dosłowne – martwię się o moje roślinki w ogrodzie, cenę warzyw i owoców, zastanawiam się, czy będzie mnie na nie stać? W drugim wymiarze widzę tu znaczenie metaforyczne. Jak niewłaściwe postępowanie może doprowadzić do katastrofy? I nie dotyczy to wyłącznie środowiska naturalnego jako ekosystemu, ale też na mniejszą skalę mnie samej. Jak moje postępowanie wpływa na mnie, na mój stan zdrowia, na mój dobrostan? Chciałabym podzielić się z Wami refleksją na ten temat.
Jest wiele różnych teorii na temat patogenezy choroby afektywnej dwubiegunowej. Mówi się o zaburzonej równowadze neuroprzekaźników, podłożu genetycznym, społecznym, wpływie dzieciństwa, traum i wychowania. Pewnie każdy znajdzie taką teorię, która jest mu najbliższa.
Sama też czasami się nad tym zastanawiam i doszłam do wniosku, że może być to podobny mechanizm jak z powstawaniem suszy.
Po pierwsze nie na wszystko mamy wpływ. Rodzimy się z pewnymi predyspozycjami. Część ich jest od nas niezależna. Tak samo jak nasze postępowanie raczej nie ma wpływu na ilość opadów.
Drugie podobieństwo to to, na co mamy wpływ. O co mi chodzi? Porównałabym tutaj gospodarkę  wodną do gospodarki swoimi zasobami. Można to robić z rozwagą, szacunkiem dla ekosystemu i patrząc długofalowo w przyszłość. Postępować z pełną odpowiedzialnością za wszystkie swoje kroki. I tak samo jest z życiem i zdrowiem każdego pojedynczego człowieka. Uważność na siebie, refleksja, to wszystko sprzyja zdrowiu. Niezbędna jest jednak pewna samoświadomość i zaangażowanie w sprawę. Potrzebna jest też świadomość sprawczości. Trzeba sobie ciągle przypominać, że to jak zachowuję się dzisiaj (jak o siebie dbam) ma kolosalny wpływ na to, jak będę się czuć i funkcjonować jutro. Bez względu na to, czy mówimy o suszy, czy o chorobie (oba stany są katastrofalne dla człowieka), to postawa ma ogromne znaczenie. Oczywiście, nie zawsze to rozwiąże cały problem, ale z pewnością może wpłynąć na zmniejszenie jego skali i łagodniejszy przebieg. Dbajmy o siebie, aby nikogo z nas nie dotknęła susza!

wtorek, 21 kwietnia 2020

Jeszcze będzie przepięknie



Przed Wielkanocą moje kuzynki opublikowały na facebooku zdjęcia swoich płotów. Płoty wyglądały inaczej niż zwykle. Zdobiły je piękne banery w kwiaty z napisem „Jeszcze będzie przepięknie!!!” Tak mi się to spodobało, że poprosiłam o taki sam na mój płot. I tak, kilka dni temu, przystroiłam ogrodzenie.
Jestem przeszczęśliwa, że mogę dzielić się z innymi taką dobrą myślą w tych trudnych czasach.
Miesiąc temu pisałam o tym, co można rozbić zostając w domu. Jak te dwa tematy mają się do siebie?
Myślę, że są bardzo blisko!
Taka dekoracja może dawać innym nadzieję, jest miłym akcentem w czasie drogi do sklepu (pod moim domem przechodzi się idąc do hipermarketu), jest promieniem słońca w naszej szarej rzeczywistości.
Kiedy wieszałam ten baner, jeden z przechodniów powiedział mi, że to propaganda. Ależ oczywiście, że to propaganda! I taką propagandę nadziei chcę szerzyć.
Wiem, że nie jest teraz łatwo. Indywidualni przedsiębiorcy i małe firmy są w bardzo trudnej sytuacji. Zamrożona jest prawie cała gastronomia, turystyka, fitness, kultura i wiele innych branż. Wraz z zamknięciem ludzi w domach spada też zapotrzebowanie na wiele usług, paradoksalnie dotyczy to nawet nowoczesnych technologii, ale także transportu. Wiele usług jest też trudno świadczyć on-line. Mało kto zwraca uwagę na wykluczenie cyfrowe. Wcale nie jest tak, że każdy ma smartfona, tablet i komputer z dostępem do Internetu. Znam ludzi, którzy nawet nie mają telefonu. I to nie komórkowego, ale żadnego! O telewizorze już nie wspominając. Tak, tacy ludzie też istnieją w XXI wieku.
Piszę o tym nie po to, żeby powiedzieć, jak jest źle, tylko żeby zaakcentować, że może być lepiej. Jestem głęboko przekonana, że w dużej mierze to, jak wyjdziemy z tego kryzysu, zależy od nas samych. Widzę to po sobie. Kawiarnia zamknięta, klub fitness zamknięty. Zgodnie z wytycznymi rządu obie z tych branż będą otwierane na samym końcu. Nic tylko siąść i płakać. Ewentualnie wyjechać do lasu, tylko boję się, że wtedy za pół roku obudzę się z przysłowiową ręką w nocniku. Nie płaczę. Każdego ranka biorę się do pracy, szykuję nowe projekty, przygotowuję treści które mogą być przydatne za jakiś czas. Oczywiście nie mam gwarancji, że ktokolwiek będzie chciał mi za to zapłacić. Ryzyko jest po mojej stronie. Dbam o siebie, czytam, uczę się, rozwijam. Robię to dla siebie, ale z wiarą i nadzieją, że da to dobre rezultaty.
Staram się wierzyć, że jeszcze będzie przepięknie! Tolerancja niepewności jest trudna, ciągle się jej uczę, ale wiarę i nadzieję mogę w sobie pielęgnować każdego dnia. A Wam jak idzie?

poniedziałek, 13 kwietnia 2020

Muzykoterapia


Leczenie muzyką przynosi doskonałe efekty w zaburzeniach emocjonalnych. Taka forma terapii jest dostępna dla każdego. Nie trzeba być profesjonalistą, aby poprawić sobie samopoczucie za pomocą dźwięku. Chciałabym się podzielić z Wami moją prywatną listą piosenek poprawiających nastrój. Jest ich wiele, wybrałam aż 12 – po jednej na każdy miesiąc. Dzisiaj publikuje pierwszą szóstkę. W tej odsłonie są to tylko polskie utwory, przy innej okazji zrobię zestawienie zagranicznych.
Styczeń: Olimpiada w Jarzynowie, Kraina Uśmiechu
Początek roku kojarzy mi się z noworocznymi postanowieniami. Przez lata obiecywałam sobie, że od Nowego Roku to schudnę! Kiedy u mojego rodzeństwa pojawiły się dzieci, poznałam utwór „Olimpiada w Jarzynowie”, który uwielbiam nie tylko za radosną melodię, ale przede wszystkim za tekst, którego fragment tutaj przytoczę: „Dlaczego Gruszka chce być chuda jak pietruszka?” Czy to nie pokazuje doskonale, jakie nasze ludzkie pomysły czasem są pozbawione sensu?
Luty: Ezoteryczny Poznań, Pidżama Porno
Pidżama Porno to kultowy zespół dla mojego pokolenia. Ta piosenka podobała mi się od zawsze, ale zrozumiałam jej tekst dopiero, kiedy na własne oczy zobaczyłam Poznań. Pokazał mi go mój starszy kuzyn. Niesamowite, zobaczyć taki świat z piosenki.
Marzec: Wiosna przyjdzie i tak, Kayah i Royal Quartet
Wiosna, to moja ukochana pora roku. Zawsze czekam na nią z wytęsknieniem, kiedy jest mi ciężko, nucę sobie słowa: „wiosna przyjdzie i tak!”
Kwiecień: Nie patrzę wstecz, XY – Społeczność Chrześcijańska Południe
Rok temu jechałam pociągiem do Warszawy na warsztaty w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich. Sam serwis youtube zaproponował mi tą pieśń i bardzo szybko wpadła mi w ucho.
Maj: My, Myslovitz 
Część z Was może kojarzy film „To My” sprzed 20 lat. To historia młodych ludzi – i w zasadzie to tyle pamiętam z fabuły tej produkcji, za to muzyka gra w mojej duszy do tej pory.
Czerwiec: Defto, Jamal
Ten utwór poznałam od teledysku. Sam teledysk uwielbiam za piękne, intensywne kolory. Z czasem także tekst przypadł mi do gustu, a szczególnie słowa: Na końcu i na początku zawsze jest samotność. Są one dla mnie bardzo prawdziwe.
Zachęcam Was do stworzenia własnej muzycznej listy poprawiającej Wasze samopoczucie. Myślę, że to każdemu pomaga. Muzyka ma moc, a muzyka i słowa mają jeszcze większą siłę!


poniedziałek, 6 kwietnia 2020

Wielka Ryba

Czas narodowej dobrowolnej izolacji, to dobry czas na czytanie książek (dla mnie jest zawsze dobry czas na książki, ale teraz inni też mogą go wygospodarować). Kupuję mało książek, zazwyczaj korzystam z biblioteki, jednak teraz jest to niemożliwe. Na szczęście w  moich domowych zbiorach są jeszcze takie pozycje, których nigdy nie przeczytałam w całości, oraz takie, do których można wielokrotnie wracać. Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić Wielką Rybą autorstwa dominikanina, ojca Adama Szustaka.
Z moją wiarą bywa różnie. Czasem jest silniejsza, czasem słabsza. Mam duży problem z instytucją kościoła, ale to nie znaczy, że mam negować wszystkich ludzi, którzy są z nim związani w jakikolwiek sposób. Określiłabym siebie jako osobę poszukującą swojej religii. Skoro szukam, to czytam, słucham, sprawdzam, jak co funkcjonuje i czy coś mi się podoba czy nie.
Nie pamiętam w jaki sposób, ale kiedyś odkryłam na YouTube kanał Langusta na Palmie, prowadzony przez Adam Szustaka. Był taki czas, że oglądałam go regularnie. I chyba w ten sposób trafiłam na materiał promujący tą książkę. Zainteresował mnie do tego stopnia, że postanowiłam ją zamówić. Sprawił to chyba tekst z okładki: 
„Wielka Ryba może być najważniejszą książką, po jaką kiedykolwiek sięgniesz. Zawiera konkretne, sprawdzone i skuteczne narzędzie do tego, byś mógł odkryć to, do czego zostałeś stworzony, dzięki nazwaniu i uporządkowaniu wiedzy o Twoich talentach i umiejętnościach oraz dostrzeżeniu najważniejszych momentów mocy w Twoim życiu, w których czułeś się naprawdę spełniony.”
Książkę przeczytałam bardzo szybko, ale wiedziałam, że to dopiero pierwsze czytanie. No i najważniejsze, mimo że minęło od pierwszego czytania już pół roku, nadal nie wykonałam ćwiczeń, które są w niej zamieszczone. Czasem już nawet rozmyślałam o tym, jak to się za te ćwiczenia zabiorę, a teraz już wiem, że po prostu to zrobię. Mam czas i postaram się go dobrze wykorzystać. 
Zastanawiam się, czy odkryję u siebie jakieś nowe talenty? Czy utwierdzę się w przekonaniu, że dobrze wykorzystuję moje zasoby? Czy odkryję to, co kocham? Chociaż mam cichą nadzieję, że okaże się, iż idę właściwą ścieżką, a to, co robię i sprawia mi przyjemność, jest tym, co naprawdę kocham.
Jeśli macie ochotę na literaturę dotyczącą własnego rozwoju, ta książka z pewnością Was nie rozczaruje. Jednak, aby odkryć swoją drogę, trzeba się trochę napracować. Tym z Was, którzy się na to zdecydują, życzę wytrwałości i sukcesu.

Zmiany, zmiany, zmiany!

 Ponad dwa lata temu, kiedy zaczynałam prowadzić tego bloga nie miałam żadnego pojęcia o stronach internetowych. Wybrałam jedyne narzędzie, ...